RSS
środa, 03 czerwca 2009
подходим к концу ;)

 Dziś o godzinie 20 mamy oficjalne zakończenie trzymiesięcznej akcji Zdrowe Wyszczuplanie.

Dla niektórych był to konkurs, w którym można wygrać wycieczkę do Egiptu.

Dla mnie jednak od samego początku liczyło się coś innego.

Chciałam schudnąć, żeby nosić ciuchy w mniejszym rozmiarze i żeby móc jeździć na rolkach bez obaw o nadmierne obciążenie stawów kolanowych.

Niestety założenia nie zostały spełnione, mimo że schudłam nieco ponad 10 kg.

Optymistycznie zakładałam znacznie lepszy wynik, zwłaszcza, że bardzo dużo czasu i energii włożyłam w tę całą akcję, a i obietnice były duże.

Nie wyszło jak miało wyjść, ale znajdzie się kilka pozytywów mojego uczestnictwa w tym programie.

Dowiedziałam się, że nie mogłam schudnąć, bo jadłam za mało, miałam okazję skorzystać z urządzeń PowerSlim i… poznałam dziewczyny, z którymi nadal zamierzam utrzymywać kontakt.

Co będzie dalej?

Zobaczymy.

Teraz muszę powalczyć z moją skórą, bo tak jak jest, być nie może.

 „Każde marzenie zaczyna się w myślach. Jeśli coś postanowisz, zabierz się za to natychmiast. Jednocześnie naucz się cierpliwie czekać na rezultaty.” (z książki „Czarodzieje mogą wszystko”)

 Jeśli ktoś z Was marzy o tym, żeby być (znowu) szczupłym mam jedną radę – zacznijcie coś robić w tym kierunku – ważne, żeby robić to COŚ z głową: czyli zamiast „diet cud”, „głodówek”, itd., szukajcie pomocy u dobrych (sic!) specjalistów, ćwiczcie, jedzcie zdrowo i… czekajcie cierpliwie na efekty. I nie nastawiajcie się, że te efekty będą takie, jakie sobie na początku założycie lub jakie ktoś założy za Was. To sposób na uniknięcie przykrych rozczarowań. Kilogram tygodniowo to tzw. „zdrowy spadek wagi” i tego Wam i sobie życzę.

 

Na koniec podziękowania: 

- dla Jaśnie Pana: za cierpliwość i znoszenie mojej ciągłej nieobecności w domu, za robienie zakupów, sprzątanie i gotowanie, na które ja nie zawsze miałam czas,

- dla mojej Rodziny: za wsparcie i za te wszystkie „nie przejmuj się i rób swoje”,

- dla Marty: za podsyłanie odpowiednich tekstów, za kopniaki i ustawianie do pionu,

- dla Marcina i Jacka: za sałatki, oddzielne gotowanie, piosenki i kibicowanie,

- dla naszej dietetyczki - Dominiki: za cenne wskazówki i poświęcony czas,

- dla Agaty, Patrycji, Karoliny i Ani z Centrum Pięknego Ciała – za atmosferę, którą stwarzały i za ciepłe słowo (dzięki Wam chciało mi się chcieć),

- dla AgiW: za podtrzymywanie na duchu, za wygłupy i długie rozmowy,

- dla Agusi: za pogaduszki i spacery,

- dla dziewczyn z forum Zdrowego Wyszczuplania: za spacery, żarty, podtrzymywanie na duchu i za wspólne ćwiczenia,

- dla naszej stylistki – Ani Kardzis: za „odkrycie” mojego drugiego oblicza,

- dla mojej Siostry i Marzenki za błyskawiczną akcję "ratowania" mojego stroju na dziś,

- dla Czytelniczek i Czytelników tego bloga: za komentarze, wsparcie i… za to, że czytaliście,

- i dla wszystkich, którzy w czasie tych trzech miesięcy stanęli na mojej drodze i nie przeszkadzali, albo chociaż starali się nie przeszkadzać (co jest równie cenne).

Dziękuję za danie mi szansy i za wspólnie spędzony czas.

"Wasza" czarownica ;) Joaśka

 

PS

Małe wyjaśnienie dlaczego tytuł notki jest po rosyjsku:

Wszystko przez tę piosenkę:

http://www.youtube.com/watch?v=ipNt0KTdoVo

(istotny jest tekst, nie teledysk)

 

 

 

 

11:20, zdrowewyszczuplanie
Link Komentarze (3) »
niedziela, 31 maja 2009
Posypał się plan...

Dziś wszystkie finalistki miały iść z naszą stylistką na przełożone tydzień temu zakupy.

W piątek zorientowałam się, że w tę niedzielę sklepy będą zamknięte, bo jest święto.

No cóż...

A „gala” tuż tuż, czyli w środę.

Agusia i Magda umówiły się z Anią wczoraj, a ja i Agnieszka idziemy na zakupy we wtorek po pracy.

Nieco późno, zwłaszcza, że nie mam kompletnie nic, co nadawałoby się na uroczystą kolację, ale wyszło jak wyszło. Pewne sprawy nie są zależne ode mnie.

Może i dobrze, że nastąpił taki „rozłam”. Tym sposobem nasza stylistka będzie miała statystycznie więcej czasu dla każdej z nas.

Ciekawe czy znajdziemy dla mnie jakiś ciuch i to jeszcze w odpowiednim rozmiarze. Niestety, mimo że jednak schudłam, rozmiar ubrań nie zmienił mi się przez te trzy miesiące, a doskonale wiem co można znaleźć w naszych sklepach w rozmiarze 46...

Na dobrą sprawę nic fajnego.

Ubrania w takim (i większym) rozmiarze są albo czarne, albo „babcine”, albo zwyczajnie fatalne jeśli chodzi o krój.

Jak widać, producenci nie biorą pod uwagę, że osoby noszące większe rozmiary też chcą wyglądać modnie i kolorowo.

W sumie przyzwyczaiłam się do tego przez ostatnie 8 lat, ale to przyzwyczajenie nie znaczy, że nie trafia mnie szlag kiedy wchodzę do sklepów.

Zakładałam, że po trzech miesiącach odchudzania wejdę w ciuchy chociaż rozmiar mniejsze, a okazało się, że nic z tego. Dodatkowo mam teraz problem z wiszącą skórą na rękach (i nie tylko) i muszę ją jakoś ukryć – czyli odpadają bluzki/tuniki na ramiączkach i z krótkim rękawem – a to mocno zawęża możliwości...

Jak nie urok, to... wiadomo co.

Zobaczymy co będzie we wtorek.

Wolałabym nie przeżyć kolejnego rozczarowania.

Wczoraj na własną rękę próbowałam znaleźć coś odpowiedniego, ale po trzech godzinach spędzonych w sklepach nie kupiłam nic, co nadawałoby się na „specjalne okazje”. Nabyłam za to m.in. zwykłą niebieską bluzkę i chłopaki stwierdzili, że ładnie mi w tym kolorze, bo pasuje do moich oczu i nowej fryzury. Nie mam już długich włosów, za to mam teraz artystyczny nieład na głowie. Pasuje do myśli nieuczesanych. ;) I z tego akurat jestem zadowolona. 

 

22:31, zdrowewyszczuplanie
Link Komentarze (2) »
czwartek, 21 maja 2009
Limuzyna z szoferem, ale bez szampana

- Czaruj mi pogodę lepiej – wystukała Jaśnie Pani na GG – po rzuceniu okiem przez okno.

Zauważyła, że jest szaro, buro i ponuro, a do tego deszcz leje jak z cebra.

- Wyczaruję Ci limuzynę pod kolejkę na Żabowie* – pojawiła się odpowiedź.

- Z szoferem?

- Si

- Bosko, a szampana też dostanę? ;) - dopytywała.

- Nie, bo się spijesz i nie będą Ci wychodzić ćwiczenia – przeczytała w odpowiedzi.Szampan może być w weekend.

- A widziałeś mnie kiedykolwiek pijaną – mruknęła pod nosem i posłała rozmówcy emotikon z wystawionym jęzorem.

Punktualnie o 16:05 w roli limuzyny wystąpiła Laguna, a w roli szofera Marcin.

Ciekawe co będzie szampanem...?

Okaże się jutro, ale jak znam Marcina dostanę szampana dla dzieci. :D

Udało mi się w każdym razie ominąć deszcz, zdążyć na SKMkę i suchą stopą dotrzeć do miejsca przeznaczenia.

Dziś Jaśnie Pani jest zadowolona i nie przeszkadza jej nawet brak ciepłej wody i mycie włosów w misce.

Lasagne na jutrzejsze spotkanie „siedzi” już w lodówce, a osobna, mała porcja znika właśnie w przepastnej paszczy Jaśnie Pana. Ech, chłopaki sobie pojedzą, a mi zostanie... sałatka. Nie ma jak zdrowe odżywianie...

*Żabianka

22:57, zdrowewyszczuplanie
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 maja 2009
Rosie wróciła do domu!

Na początek dobre wieści. Rosie, ta zaginiona fretka,  wróciła dziś do domu. Musieliśmy się z nią mijać, bo znalazła się na terenie naszych poszukiwań. Na szczęście nie bała się ludzi i podeszła do jednej pani, która zabrała ją do siebie. Prawie pięć dni była poza domem, ale przeżyła i jest w dobrej formie. Miejmy nadzieję, że nie będzie sobie więcej urządzać takich wycieczek, bo jej opiekunka osiwieje.

Dopiero co wróciłam z Centrum Pięknego Ciała. Jestem dość mocno zmęczona (wychodzi niewyspanie), ale podczas ćwiczeń i zabiegów było ok. Zmęczenie dopada mnie za to PO. 

Dzisiejsze poszukiwania zostały odwołane, więc mogę położyć się wcześniej i spróbować odespać "zarwane" noce.

Fuz wyraźnie ucieszył się, kiedy mu oznajmiłam, że Rosie odnalazła się i jest już w domu. Nie wiem czy zrozumiał czy nie, ale podskakiwał radośnie i gadał coś po swojemu. Wiśka za to ma dobre wieści w głębokim poważaniu. Gdybym jej dała jakiś smakołyk, na pewno byłaby zadowolona, a tak popatrzyła tylko i odwróciła się na drugi bok.

Niefretkowi znajomi nie mogą zrozumieć dlaczego poświęcaliśmy swój czas na szukanie obcej fretki. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale myślę, że dlatego, że gdyby któremuś z nas zginęła fretka, też chcielibyśmy, żeby ktoś nam pomógł w poszukiwaniach, wywieszaniu ogłoszeń czy chociaż podtrzymał na duchu. I kompletnie nie liczyło się to, że nie znaliśmy wcześniej ani Magdy ani tym bardziej Rosie. Ważne było, że potrzebowały pomocy. Dobrze wiedzieć, że nie jest się samemu i można liczyć na czyjąś pomoc - czy to w przypadku zaginionego zwierzaka czy w odchudzaniu.

 

19:55, zdrowewyszczuplanie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 19 maja 2009
Poszukiwania

Jestem dziś średnio wyspana, bo wczoraj po bieganiu w PowerSlim Active i po elektrostymulacji w PowerSlim Studio pojechałam z Siostrą, Siostrzenicą i Jaśnie Panem do Castoramy (a właściwie dwóch) w celu kupienia klamek do drzwi (kupiłam!) i baterii do łazienki. Są oczywiście setki baterii, ale albo nie podoba mi się kształt, albo jest tylko prysznicowa, albo nie taki „materiał”, albo… Same „albo” w sumie. Spodobały mi się dwie, ale... do jednej nie było słuchawki prysznicowej a do drugiej były, ale dziwne. Ostatecznie nie kupiłam i jestem zła jak osa.

Zaraz po powrocie do domu i połknięciu w biegu jedzenia, pojechałam z Jaśnie Panem i zwierzakami na poszukiwania zaginionej fretki. Dołączyli do nas jeszcze Jacek i Marcin z Wigiem, więc grupa poszukiwawcza składała się z opiekunki zaginionej fretki i jej siostry oraz naszej czwórki i trzech fretek. Trochę nas mało, ale zawsze to ktoś więcej niż sama zrozpaczona opiekunka. Przeszukaliśmy okoliczne uliczki i kawałek lasu. Niestety nie trafiliśmy nawet na najmniejszy ślad uciekinierki. W domu wylądowałam przed 12 w nocy.

 

Mała uciekinierka jest podobna do Wisi i jest równie przyjazna, więc jeśli ktoś z Was zobaczy w okolicach ulic Wassowskiego/Matejki/Do Studzienki w Gdańsku fretkę niech spróbuje ją złapać albo chociaż da znać.

11:19, zdrowewyszczuplanie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 maja 2009
Aksamitna skóra po raz drugi

Dziś ponownie miałam zabieg „Aksamitna skóra”, ale tym razem Agata masowała moje nogi bańką gumową.

O matko i córko! To boli! I to jak!

Mój Dziadek mawiał „Cierp ciało jak żeś chciało”, więc zniosłam to wszystko w miarę dzielnie (czyt. nie pokopałam Agaty).

Taki masaż podobno świetnie rozbija tkankę tłuszczową i w moim przypadku „dostarcza” siniaków. Dzięki temu od razu widać, że był zrobiony porządnie.

 

Z oficjalnego pomiaru wagi wyszło, że obecnie ważę 102,4 kg.

Nadal dużo za dużo, ale to 10 kg mniej niż ważyłam 1 marca. Zbliżam się do dwucyfrowej wagi i nie mogę się jej doczekać.

 

Dominika, nasza dietetyk, dała nam w niedzielę zadanie. Mieliśmy ułożyć jadłospis na 3 dni.

Byłam przekonana, że go wysłałam, ale kiedy wysłałam kolejny, okazało się, że ten pierwszy nadal wisi w skrzynce nadawczej. Coś się pokiełbasiło. W każdym razie Dominika nie miała do mojej „rozpiski” uwag - czyli teoretycznie coś tam wiem o zdrowym odżywianiu. Niedługo kończy się nasz program odchudzania i pozostanie nam samodzielne stosowanie nabytej wiedzy w praktyce.

 

22:06, zdrowewyszczuplanie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 maja 2009
Rozszyfruj pasujące do ciebie kolory

 Po spotkaniu ze stylistką poszłam odprowadzić Agnieszkę na stację kolejową i właśnie wróciłam.

Głowę mam nabitą kolorami, pomysłami i wizjami ciuchów.

Ale od początku.

Wiecie dlaczego niektórzy na pierwszy rzut oka nie przypadają nam do gustu?

Dziś dowiedziałam się, że takim powodem może być... kolor ich stroju, a konkretniej kolor źle dobrany do typu urody.

Wydawało mi się, że jestem jesienią, bo mam włosy z rudawym połyskiem.

Guzik prawda.

Okazało się, że jestem „latem”. Mało tego! Lato jest zimne!

Tak, tak – pora roku, która kojarzy się nam z przyjemnym ciepłem, w analizie kolorystycznej jest typem zimnym.

Jestem więc delikatnym, romantycznym i zimnym latem.

Ania wiedziała od pierwszego spojrzenia, ale potwierdziła to przykładając mi do twarzy takie specjalne ramki z kolorami. Ślepy by zauważył, że lepiej mi w przyprószonych, pastelowych odcieniach niż w intensywnych i nasyconych. Różnica jest kolosalna.

Czy jest się typem kolorystycznym zimnym czy ciepłym, najprościej sprawdzić przykładając do twarzy srebrną i złotą folię. Było mi lepiej w srebrnej odsłonie.

Kiedy Ania położyła złotą folię na ramionach Agnieszki zobaczyłam wyraźnie o co chodzi. Cera Agi przy tej złotej foli wydawała się żółta, wręcz chora. Do tego żółte białka oczu i wyraźnie rzucające się w oczy zaczerwienienia na twarzy. Po zmianie folii na srebrną, Agnieszka wydawała się zupełnie inną osobą. Jasna skóra, nie było widać zaczerwienień, weselsze spojrzenie. Naprawdę kolosalna różnica. Agnieszka też jest latem, w co nie mogła uwierzyć, bo bardzo się różnimy. Najwyraźniej nie tak bardzo.

Następnie Ania układała nam na ramionach chusty w różnych kolorach, pokazując nam, które odcienie i kolory pasują do naszego typu urody.

U mnie zaczęła od zakazanego mi czarnego porównując go z szarym. Moja paszcza przy czarnym kolorze wygląda smutno, szaro i nijako, za to odpowiedni odcień szarego nie daje takiego ponurego efektu. A w mojej szafie 99% ciuchów jest w kolorze czarnym... Co za niefart.

 

Kiedy zobaczyłam w rękach stylistki żółtą chustkę wypaliłam, że to chyba nie dla mnie ten paskudny żółty. Ania śmiała się, że właśnie dla mnie i, że to nie jest żółty a cytrynowy. Jak zwał tak zwał, absolutnie nie chciałam mieć nigdy ciuchów w tym kolorze. Uwierzycie, że teraz chcę?

Taki drobiazg jak odpowiedni odcień może kompletnie zmienić nasze postrzeganie danego koloru. To samo było z różowym. Tego koloru organicznie nie znoszę, a stylistka udowodniła mi, że są róże, w których mi bardzo do twarzy.

Nasze dzisiejsze spotkanie zamykał przegląd naszych ubrań. U mnie czarno-czarnych z przebłyskami białego (desenie) u Agi za to królowały kolory – róże, niebieskości i... klasyczny brąz. Tylko, że ten ostatni nie pasuje do naszego typu urody, bo nas postarza.

Już wiem, których ciuchów mogę się pozbyć bez żalu i mam nakaz zrezygnowania z czerni u góry. Spodnie mogę sobie za to nosić czarne.

Agnieszka skusiła się na przymierzenie moich tunik i... odkryłyśmy jej drugie oblicze – seksowne i kobiece zamiast luźno-sportowego. Niesamowite jak ciuchy potrafią zmienić wizerunek człowieka.

Ponieważ jedna z moich tunik kompletnie do mnie nie pasowała, a Aga wyglądała w niej ślicznie, postanowiłam przekazać ją w dobre ręce. Po co ma u mnie leżeć, skoro źle w niej wyglądam i w związku z tym jej nie noszę. Tym sposobem w mojej szafie zwolniło się miejsce na nowy ciuch, a fajna tunika dostała swoje drugie, lepsze życie.

Odłożyłam też kilka rzeczy, których pod żadnym pozorem mam więcej nie zakładać – no chyba, że chcę wyglądać na szerszą niż jestem w rzeczywistości. Są w bardzo dobrym stanie, więc może komuś się przydadzą.

Jaśnie Pan stwierdził, że mam słuchać się stylistki i kupić sobie coś kolorowego.

Zakupy zostały zaplanowane na dzień moich imienin, więc sprawię sobie prezent. Mam nadzieję, że z pomocą Ani kupię coś szałowego.

 

To było naprawdę miłe i pouczające spotkanie. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy i spróbuję wykorzystać je w przyszłości. A już na pewno teraz będę bardziej zwracała uwagę na kolor i odcień kupowanych ciuchów.

 

22:43, zdrowewyszczuplanie
Link Komentarze (4) »
środa, 13 maja 2009
A kuku ;)

Wbrew temu, co niektórych zapewne ucieszyłoby ;) - nadal żyję.

Remont trwa, dieta też, a poza tym pilnie jeżdżę do Centrum Pięknego Ciała i staram się baaardzo, baaaardzo, żeby na koniec akcji - a to już niedługo - mieć dwucyfrową wagę. Myślę, że uda się, bo uparcie dążę do celu.

"Wagary" blogowe nie były założone, ale tak wyszło. Czasem nie mamy wpływu na pewne rzeczy.

O... na ten przykład nie mamy wpływu na to, że ludzie, z którymi przyszło nam współpracować na jakimś gruncie, kłamią, jątrzą czy kombinują. I często, z różnych powodów, nie można zwyczajnie wstać, opuścić towarzystwo i wychodząc zamknąć za sobą drzwi. Czasami ma się wręcz ochotę porządnie trzasnąć takimi drzwiami, ale trzaskanie drzwiami:

a/ źle świadczy o kulturze trzaskającego

b/ może spowodować stłuczenie szyby

c/ niszczy futrynę

(niepotrzebne skreślić, ewentualne inne - dopisać pod d, itd.)

Efekty przedkońcowe afery, w której podobno chodziło o dobro zwierzaka? W opinii kilku osób jestem całym złem tego świata, bo sprzeciwiłam się próbie wyłudzenia.

W tym miejscu odzywa się głos zza moich pleców: No Joaśka, ty głupie dziewczę jesteś! Tyle razy ci mówiono, żebyś przymknęła oko na różne szachrajstwa. Żyłabyś sobie kobiecino spokojnie i bez nerwów, a ty znów pakujesz się w kłopoty. Nieważne, że tak cię rodzice wychowali, że nie umiesz przejść obojętnie nad cudzą krzywdą, że nie chowasz głowy w piasek, kiedy dzieje się coś złego, że reagujesz gdy "biją słabszych", ... Dziewczyno! w dzisiejszym świecie trzeba kręcić, kłamać i posuwać się do różnego typu oszustw! Taki jest ten świat! Nie można mieć skrupułów. Tacy, którzy nie przymykają oka, dostaną po tyłku. Po cholerę ci te twoje ideały? Walnij nimi o ścianę! Nie chcesz? No to głupia jesteś i nieprzystosowana do tego świata. I pokopią cię znowu - nie raz i nie dwa. :P

Mam jeszcze nadzieję (taką minimalną), że niektórzy opamietają się, zdejmą klapki z oczu i dotrze do nich w co się wplątali. Ja wysiadłam.

Nie trzasnęłam drzwiami, chociaż chęć miałam przeogromną. Gdybym nimi walnęła, tak z całej siły, mogliby sobie ludzie gadać, że jestem chamska i wtedy mieliby rację. A  na co mi przyszło? Nie ulżyłam sobie trzaśnięciem, a i tak mam u paru osób opinię chamskiej dziewuchy i do tego krętaczki.

Bywa.

Nie będę nikogo na siłę przekonywać jaka jestem.

To tyle w ramach retrospekcji.

Jutro mam spotkanie ze stylistką. U mnie w domu. Czyli witamy Anię w Sajgonie. A dodatkowo witamy Agnieszkę i jej szafę. Ciekawe jak upchnie ją w SKMce. ;)

20:00, zdrowewyszczuplanie
Link Komentarze (2) »
piątek, 08 maja 2009
O czym myśli pilny pracownik w piątek rano?

Nie wiem, o czym myślą inni, ale ja myślałam o… wagarach. Fajnie byłoby pójść nad morze, posiedzieć w ulubionej knajpce, wypić herbatę na świeżym powietrzu, połazić boso po plaży, …

Dość szybko uwinęłam się z pracą na dziś, przeczytałam gazetę i zostało sporo czasu na wymyślanie planu wagarów.

Tylko wagary w pojedynkę nie są takie fajne. Postanowiłam więc znaleźć sobie towarzystwo.

Padło na Marcina, bo pracuje blisko mnie. A poza tym akurat gadałam z nim na GG.

Konkluzja po rozmowie była taka, że on najpierw musi coś zjeść, żeby móc powagarować, a ja – jako przykład pilnego pracownika oddanego firmie - nie mogę oddalić się bez pozwolenia szefa.

Ot, takie wygłupy, mimo że jedno zapewniało drugie, że pisze zupełnie serio.

Ziarenko zostało jednak zasiane i  z godziny na godzinę zaczęło kiełkować.

Hasło „wagary” świeciło się w mojej głowie niczym neony na Manhattanie.

Wyobraźnia podsuwała mi obrazki w stylu „siedzę na podeście przy tawernie i wystawiając twarz do słońca piję zieloną herbatę z wielkiego kubka” albo „siedzę sobie na piasku i „robię nic””, albo „biegam boso po plaży i uciekam przed falami”,...

I jak można pracować, kiedy w głowie przesuwają się takie sceny?

Nie można.

A już siedzenie w pracy w piątek do godziny 16, jest w takim wypadku koszmarne.

Jak skończyły się nasze wygłupy na wiadomy temat?

Powiem tak: Marcin odwiózł mnie na 16:30 do Centrum Pięknego Ciała.

Dowodów na to, że byliśmy lub nie byliśmy na wagarach brak.

No chyba, że ktoś pokusi się o wyciągnięcie wkładek z naszych butów. Może znajdzie wtedy pod nimi odrobinę plażowego piasku. ;) Tylko jak nie mieć go w butach kiedy chodzi się często nad morze? ;)

 
20:36, zdrowewyszczuplanie
Link Komentarze (4) »
czwartek, 07 maja 2009
Czekolada nie szkodzi odchudzaniu
  

o ile jest to maska z alg z czekoladą albo balsam czekoladowy, albo krem o zapachu czekolady, albo…

 

 

Wczoraj miałam w Centrum Pięknego Ciała „małe SPA”. Absolutnie boskie, rozluźniające i relaksujące. Najpierw bieganie w PowerSlim Active – to akurat ze SPA nie ma wiele wspólnego, ale za to potem…!

Doczekałam się wreszcie zabiegu Aksamitna Skóra. Poleżałam w PowerSlim Studio wysmarowana maską PowerSlim (fajnie pachnie) i zawinięta w folię, a potem Agata zrobiła mi masaż. Miły początek tego, co miało nastąpić, a mianowicie wizyty u kosmetyczki. Na początek Karolina przykryła mnie kocem  i zaproponowała mikrodermabrazję w celu odświeżenia kolorytu skóry i stymulacji kolagenu. Pogadałyśmy trochę o zabiegach i preparatach, więc zabieg minął szybko. Efekt wizualny „po” – brak zaskórników, a skóra wyraźnie świeższa i gładka w dotyku. To dopiero był wstęp. Następnie Karolina nałożyła mi kolagen, a w kolejnym etapie maskę z alg z czekoladą. Chociaż nie przepadam za jedzeniem czekolady, to rozchodzący się zapach spowodował, że miałam ochotę zetrzeć trochę maski i zjeść. Najwyraźniej podświadomość spłatała mi figla zachęcając do takiej rozpusty. ;)

Nawet nie wiem ile czasu leżałam z maską na twarzy, ale wiem, że kiedy Karolina wróciła, żeby ją zdjąć, byłam zrelaksowana i wypoczęta. Na koniec został jeszcze ślicznie pachnący krem kolagenowy.

Było miło, rozluźniająco i… jakoś tak ciepło. Ewidentnie jest to zasługa Karoliny, bo to ona dbała o „klimat” – od rozmowy począwszy, przez odpowiednią muzykę, do wykonania zabiegów.

Humoru nie zepsuła mi nawet ulewa, na którą trafiłam wychodząc z Centrum.

Przyjechałam zmęczona, wychodziłam wypoczęta.

Czego chcieć więcej?

Tak sobie myślę, że powinnam raz na jakiś czas znaleźć czas i pieniądze na takie zabiegi, bo dobrze na mnie wpływają.

Maj zaczął mi się wesoło (zlot) i relaksacyjnie (dwa super fajne zabiegi) i mam nadzieję, że będzie tak trwał.

09:23, zdrowewyszczuplanie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7